FILM | Zobacz wszystkie wywiady | Tomasz Kot o filmie "To nie tak jak myślisz, kotku"
Tomasz Kot o filmie
Kim jest filmowy Boguś?

Przede wszystkim Boguś to facet, który ukradł 4 miliony złotych, z którymi jedzie na romantyczny weekend ze swoja kochanką. Okazuje się, że w tym samym hotelu, zatrzymuje się jej mąż, by odbyć swoją własną przygodę łóżkową. A jakby tego było mało, poza całym wątkiem małżeńskim Bogusiowi po piętach depcze agent wymiaru sprawiedliwości. Boguś jest więc gościem próbującym odnaleźć się w zastanej sytuacji i wychodzi mu to z różnym skutkiem.

Zdradź nam tajemnicę swojego warsztatu aktorskiego - w jaki sposób przygotowywałeś się do tej roli?

Właściwie moim przygotowaniem był brak przygotowania. Na pierwszym spotkaniu z reżyserem usłyszałem "Stary, generalnie jesteś osobą, która nic nie wie, w ogóle nie wie o co tu chodzi!" więc wpadłem na bardzo ryzykowny pomysł że najlepiej zagram Bogusia jeśli w ogóle nie przeczytam scenariusza. Oczywiście nie do końca się to udało, intryga w filmie okazała się być tak zawiła że musiałem doczytywać scenariusz już na planie. Ale mam nadzieję, że poziom mojej niewiedzy i nieświadomości pozostał w oczach.

Co Cię inspirowało? Może postacie, z ulubionych filmów komediowych?

Nie, nie przypuszczam. Ten film był tak specyficzny i robiony w takim tempie że był inspiracją sam w sobie. Ale musze przyznać że osoba reżysera miała w tym swój ogromny udział. Sławek wylewał z siebie siódme poty. To był niesamowity zastrzyk inspiracji dla wszystkich na planie.

Jak się czujesz w roli amantów filmowych, a zwłaszcza amantów komediowych?

Nie, ja tam absolutnie nie jestem amantem, w ogóle się nim nie czuję. Zwłaszcza, że przez połowę filmu biegam w kostiumie zespołu Mazowsze (damskim) i mam pomalowane usta.

Czy to był Twój pierwszy raz w damskich ciuszkach?

To zabawne ale nie, w szkole teatralnej regularnie musiałem zakładać pończochy przy odgrywaniu scen klasycznych, dzięki czemu wyzbyłem się, zrozumiałych oporów w tej materii. Pamiętam też, że kiedyś poszedłem na całość i pomyślałam sobie, że przy moim wzroście i krzywej przegrodzie nosowej (w czasach kiedy jeszcze nikt nie wpadł na pomysł żeby nazywać mnie amantem i byłem po prostu sobie takim zwykłym gościem z krzywym nosem) nigdy nie będę miał szansy zagrania kobiety, więc na wieczór panieński postanowiłem się przebrać za kobietę. Nawet ogoliłem nogi. I to było najbardziej traumatyczne doświadczenie w moim życiu.

Czy pamiętasz jakieś gagi z planu?

Tak, pamiętam sytuację, kiedy przyjechał Michał Bajor, którego że nie znałem przedtem osobiście. Mieliśmy odegrać wspólnie scenę, która polegała na tym, że Bajor bije się z kimś o teczkę, a ja wybiegam z szafy z butelką po winie i tłukę go w łeb z całej siły. Butelka w zamyśle ma się rozprysnąć po całym pokoju. Niestety okazało się, że ktoś coś chyba źle zaplanował, bo na pytanie ile tych butelek mamy do ewentualnych dubli, pan od rekwizytów powiedział: "trzy". Po czym się poprawił - "w zasadzie dwie i pół". Po czym okazało się, że jedna butelka była cała, jedna bez denka, a trzecia bez szyjki. W zasadzie ta scena udała nam się za pierwszym razem ale wspomniane duble wyglądały już dziwacznie. I pamiętam też dosyć duże zdenerwowanie po obu stronach, bo i pan Bajor i ja baliśmy się tego momentu uderzenia.

Ale sytuacja, która rozśmieszyła mnie najbardziej, miała miejsce podczas kręcenia zdjęć w hotelu Polonia. Reżyser niezwykle ekspresywnie gestykulując mówi "Wiesz stary, to będzie genialne ujęcie, to będzie finał, tutaj wbiegnie kilkudziesięciu antyterrorystów." Nagle odzywa się anonimowy głos z planu - "ale mamy tylko czterech". W końcu okazało się że było ich trochę więcej, ale strasznie mnie to rozbroiło. Jak się okazało, to był dopiero przedsmak.

Przygotowujemy się do kręcenia tej sceny i reżyser znów zwraca się do mnie "I tutaj siedzisz Ty z młodą i rozumiesz, to jest finał i z góry kamera", w tym czasie ekipa pompuje już balony oświetlające a operator zachwala jakąś super jeżdżącą kamerę, która została przywieziona specjalnie na tę okazję, po prostu będą genialne ujęcia. W tym czasie Pan z hotelu Polonia wchodzi i mówi że musimy skończyć do godziny 21, bo hotel ma gości. Nie było problemu, bo była wtedy 19. Okazało się, że zmontowanie statywu do tej super kamery zajęło jakieś półtorej godziny, do tego czasu Pan z Polonii już stał nad nami. W tym momencie podchodzi ktoś do reżysera i mówi "Słuchaj, musimy zmienić koncepcję kręcenia, bo zabrakło śrubki". I pamiętam, że Sławek Kryński, reżyser wbiegł na jakąś kanapę i zaczął krzyczeć - "Dajcie mi trójnóg, dajcie mi trójnóg! Ja to zrobię trójnogiem!" W koło mnóstwo obcokrajowców, którzy zaczęli powoli zajmować zarezerwowane miejsca i wszyscy patrzyli zachwyceni na polski film. To było bardzo śmieszne.

Które sceny filmowe uważasz za najzabawniejsze?

Ciężko powiedzieć, nawet w komedii teatralnej ludzie śmieją się w najmniej spodziewanych momentach. Mnie osobiście bardzo rozśmieszał, i to tak, że musiałem się pilnować, Jacek Borusiński, zwłaszcza moment kiedy wychodzi z łazienki i mówi: "Dzień dobry. Witam Pana serdecznie. Pewnie się zastanawiacie Państwo co myśmy tu robiliśmy. To jest taki staropolski zwyczaj" Na co Jerzy Szejbal mówi: "Ja myślałem, że Pan jest starszy" na co Borusiński: "Ja jestem stary". I to było tak idiotyczne, że aż śmieszne. Jacek ma jakąś niebywałą zdolność grania, żaden aktor by tego tak nie wykombinował.


Związane z: Tomasz Kot
Film: To nie tak jak myślisz, kotku (2008)
Kino Świat | 2008-11-01