Mniejsze zło
Podstawą dzieła jest powieść Janusza Andermana "Cały czas". To historia oportunisty, który buduje swoje nazwisko żerując na innych. Sylwetka kobieciarza, który bez skrupułów wykorzystuje wpływowe partnerki. "Mniejsze zło" to w końcu portret artysty, który nie jest w stanie stworzyć niczego własnego, a jedynie podpisuje się pod twórczością innych.

Na odtwórcę głównej roli Morgenstern wybrał Lesława Żurka, który serca polskiej widowni, szczególnie tej piękniejszej części, podbił grając w melodramacie "Mała Moskwa". O ile jako bohater romansu atrakcyjnie się prezentował i to wystarczyło, o tyle w filmie "Mniejsze zło" musiał pokazać, iż potrafić również zagrać. I niestety nie udała mu się ta sztuka. Skonfrontowany z genialnym Januszem Gajosem, który w adaptacji powieści Andermana wciela się w ojca głównego bohatera, sprawia wrażenie studencika deklamującego wyuczone wiersze. Żurek nie potrafi przekonać, ani do konformizmu, wręcz moralnego kameleona, ani do lekko tragicznego rysu postaci, czy w końcu komicznego aspektu, szczególnie widocznego w relacjach z kobietami. Jest jak niezapisana kartka papieru i taką pozostaje do końca filmu.

Ale nie słaba kreacja głównego bohatera razi najbardziej. W finale widz zadaje sobie bowiem pytanie jakie znaczenie i czy w ogóle ma w dzisiejszych czasach podobna fabuła. Opowiedziana w tradycyjny, pozbawiony charyzmy sposób, historia moralnego bankruta nie robi już wrażenia. Daleko jej do wcześniejszych obrazów reżysera, "Do widzenia, do jutra", "Jowita" czy "Trzeba zabić tę miłość", dzieł pełnych ognia, pasji i nadziei. Wyraźnych, mocnych, budzące ambiwalentne uczucia. "Mniejsze zło" to rozmyty obraz człowieka, jakiego można często spotkać na ulicy, jakim się jest parokrotnie w życiu, a o jakim chce się szybko zapomnieć.

Związane z: Michael Caine
Megafon.pl | 2009-10-25 | Alicja Gancarz