Saga
Proszę jeszcze nie robić na mnie zakusów i nie wynajmować złoczyńców, którzy zrobią mi krzywdę. "Księżyc w nowiu" nie jest słaby. Jest logiczną kontynuacją "Zmierzchu" i chociaż scenariusz nie trzyma się kurczowo powieści, kluczowe kwestie oraz wątki pozostawiono nietknięte lub zgrabnie dopasowano je do potrzeb filmu (szczęśliwie pozbawiono nas szczegółów wyprawy do Włoch czy kilkumiesięcznej emocjonalnej agonii Belli). Udało się także utrzymać zapoczątkowany w pierwszej części klimat, znakomicie podkreślając go kapitalnym soundtrackiem (przepięknie wypada połączony z obrazem utwór "Possibility" Lykke Li). Aktorzy również wywiązali się ze swych zadań bezbłędnie, szczególnie Taylor Lautner, który urzeka nie tylko rozbudowaną fizycznością. Młodzieniec perfekcyjnie oddał chłopięco-męską naturę Jacoba (chociaż, co mówię nie bez ukrywanego żalu, jest go zdecydowanie mniej niż w powieści).

Problem z "Księżycem..." jest taki, że ta część historii to w dużej mierze sercowe rozterki Belli. Czytając książkę, wielostronicowe rozmyślania nastolatki, można jeszcze wczuć się w jej trudny los, niestety na ekranie nie wypada to najlepiej. Przez większą część film się dłuży (zwłaszcza, gdy wiemy, kogo ostatecznie wybierze dziewczyna). Owszem, zadbano o kilka urozmaicających opowieść drobiazgów, mimo wszystko film nabiera tempa i kolorytu, dopiero po skoku z klifu. Kiedy pojawiają się Volturi atmosfera w końcu robi się przyjemnie niepokojąca, akcja nabiera dynamiki, nie mówiąc o kapitalnej scenie walki wampirów.

Szkoda, że nie poświęcono w obrazie więcej miejsca wilkołakom, nie przybliżono ich świata podobnie jak w "Zmierzchu" nakreślono portret współczesnych wampirów. Pozostaje zadowolić się obficie eksponowanymi, perfekcyjnie wyrzeźbionymi klatami potomków wilków. No i czekać na "Zaćmienie".

Związane z: Michelle Pfeiffer
Megafon.pl | 2009-11-23 | Joanna Moreno