Sława
Obraz, który właśnie trafia na ekrany polskich kin to remake dzieła Alana Parkera z 1980 roku i trzeba przyznać, że twórca nowej wersji starał się z szacunkiem podejść do oryginału, stąd niektóre sceny są niemal identyczne (ta w stołówce, na stacji metra). Wiemy jednak, co się dzieje z dobrymi chęciami. Nowa "Sława" jest po pierwsze bardziej płytka i łopatologiczna niż obraz Parkera. Podczas gdy młodzież lat 80. miotała się ze swoimi problemami, była zagubiona, zlękniona, tak współczesne nastolatki o swych trudach co najwyżej opowiadają i dość szybko potrafią się z nimi uporać. Film Parkera był wielkim sukcesem (2 Oscary), miał charakter i wnosił coś więcej niż zapierające dech w piersiach popisy artystyczne, które prawdę mówiąc stanowiły tło dla zasadniczej historii. W "Sławie" Anno Domini 2009 proporcje są odwrócone. Na pierwszy plan wysuwają się wyczyny przy drążkach i wokalizy, tym samym brakuje głębi i czegoś, co pozwalałoby "wgryźć" się w losy bohaterów.

Co by jednak nie mówić o produkcji Kevina Tancharoena, pod względem wizualnym to prawdziwa uczta. Popisy taneczne, wokalne, szybki montaż, soczyste barwy, energia, dynamika. Tego wszystkiego filmowi nie można odmówić. Gładka, wymuskana produkcja z nienarzucającymi się szkicami głównych postaci idealnie wpisuje się w popularne dziś telewizyjne programy typu "Mam talent", "Idol" czy "You Can Dance".

Starsi widzowie będą utyskiwać na to, iż brakuje emocji i charakteru. Z pewnością będą też oburzać się na pomysły wykorzystania hip-hopu, i - w sumie - takie ich święte prawo. Należy jednak pamiętać, że nie do nich jest adresowany ten film. "Fame 2009" ma trafić do współczesnej młodzieży, która wygląda dokładnie tak jak u Tancharoena. Młodzieży, która słucha hip-hopu i ogląda telewizyjne konkursy talentów.

Związane z: Winona Ryder
Megafon.pl | 2009-11-09 | Joanna Moreno