Dystrykt 9
W obrazie wyreżyserowanym przez niedoświadczonego Neilla Blomkampa pełno jest brudu, kociej karmy, hektolitrów płynów ustrojowych i... krewetek. Nie chodzi jednak o smakowite owoce morza. Mianem krewetek określa się przybyłe na Ziemię stworzenia z innej planety.

Film w dużej mierze przypomina reportaż CNN, co stanowi jeden z wielu nieszablonowych pomysłów. Zacznijmy od tego, że statek kosmiczny z krewetkami dotarł nie do Nowego Jorku czy jakiegokolwiek innego miasta w USA. Nie znalazł się także w Europie, lecz zawisł nad Johannesburgiem. Nieufni wobec przybyszów mieszkańcy zamknęli kosmitów w nadzorowanym dystrykcie 9. Po blisko 30 latach władze zleciły firmie Multi-National United przesiedlenie uchodźców do innego obozu. Dla korporacji najważniejsze są jednak badania nad tajemniczą bronią. Akcję nadzoruje pracownik MNU, Wikus van der Merwe (Sharlto Copley). Niestety niepozorny incydent, do którego dochodzi podczas eksmisji, sprawi, że mężczyzna z łowcy stanie się zwierzyną. Okazuje się, że jego największym wrogiem nie są oni, obcy, lecz my sami. Film skłania do rozmyślań nad istotą człowieczeństwa, nad tolerancją, egoizmem, nad błędnym przekonaniem o naszej wyższości aż w końcu nad nieustającą tendencją ludzkości do autodestrukcji.

W kwestii estetyki, filmowi blisko do "Obcego" czy - przede wszystkim - "Muchy". Jak się można zatem domyślać, nie jest to rzecz miła dla oka i spożywanie posiłków podczas seansu jest wielce niewskazane. Czekają nas naprawdę ostre, mocne sceny, pełne brutalności, choć nie tylko fizycznej.

Pozornie trudno mówić o efektownym dziele. Żadnych przystojniaków, ponętnych kobiet, wszystko jest zakurzone, umorusane, dzikie, wręcz prymitywne. Niemniej, nie sposób przeoczyć pracy przy szczegółach, które składają się na tę przygnębiającą futurystyczną wizję a sekwencje walk robią wrażenie nie mniejsze niż te w rasowych, wysokobudżetowych filmach akcji.

"Dystrykt 9" porównywany jest do "Łowcy androidów". Chodzi głównie o fabułę i narrację, które śladem ekranizacji prozy Philipa K. Dicka w latach 80., mają być przełomowe dla kina naszych czasów. Czy to słuszna teza, przekonamy się pewnie za kilka lat, niewątpliwie mamy jednak do czynienia z intrygującym, mądrym, ambitnym i wychodzącym poza utarte ramy kinem science fiction.

Związane z: Lindsay Lohan
Megafon.pl | 2009-10-08 | Joanna Moreno